Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 stycznia 2013

CITY RUSH

Follow on Bloglovin



Chyba coś się we mnie odmieniło...
Ewidentnie za sprawą mojej mamy, która bombardowana w pracy katalogiem AVON zawsze coś z niego zamówi...

Zawsze miałam jakieś "ALE" do AVONu bo najzwyczajniej w świecie paskudnie mnie uczulał....
Teraz jakby coś się zmieniło i odczyny występują bardzo rzadko.

Tym razem za sprawą całkiem miłej promocji i świąt w moje łapki wpadł zestaw:

CITY RUSH - AVON

W jego skład wchodzą:
1. Żel do mycia
2. Balsam do ciała
3. Perfumy


Wszystkie trzy używane jednocześnie tworzą na ciele coś niesamowitego!






Żel po prysznic:








































Zamknięty w plastikowej, zamykanej na zatrzask tubce piękny zapach.
Na opakowaniu jest napisane, że jest to śliwka i  czarna dalia, wzmocnione akordami owoców leśnych.
Nie odróżniam tych zapachów tak szczegółowo ale wiem jedno!
Zapach na pewno przypadł mi do gustu, a żel jest wspaniałym uzupełnieniem do pozostałych części zestawu.
Żel bardzo dobrze się pieni, a mojej skórze nie wyrządził żadnej szkody - ani jej nie wysuszył, ani nie uczulił z czego jestem bardzo zadowolona.





Balsam do ciała:







































Balsam jest kolejną częścią tego pięknie pachnącego zespołu.
Zamknięty w takiej samej tubce jak żel do mycia, różni się tylko kolorem dozownika.
Zapach jest równie piękny co żelu, oba są mniej intensywne od perfum stanowiąc jedynie pewne podbicie ich zapachu.
W tym kosmetyku nie ma wzmianki o akordach owoców leśnych, ale jak mam być szczera to różnicy nie wyczułam.
Bardzo dobrze się rozsmarowuje i szybko się wchłania nie zostawiając tłustej powłoczki.
Nie zauważyłam też jakiegoś spektakularnego nawilżenia ale nie oczekiwałam też go. Grunt że nie wysusza i nie uczula!






Perfumy:

Czyli zwieńczenie zapachowe całego zestawu.
Zamknięte w minimalistycznym, szklanym flakonie.
Zapach jest bardzo przyjemny i długotrwały.
Ten kosmetyk również mnie nie uczulił więc uważam to za sukces całego AVON' owego zespołu.


Podsumowanie:

Cały zestaw uważam za bardzo udany!
Jakoś w stosunku do ceny bardzo dobra, a za cały zestaw było to ok. 40 zł.
Ma go również moja siostra i jest tak samo zadowolona jak ja i mama.
To chyba przeważyło szalę by znów trochę częściej sięgać po kosmetyki tej firmy.


Macie? Znacie? Lubicie?



Pozdrawiam!

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwestrowe oko!




Późno już i pewnie większość z Was rozpoczęła już przygotowania do tegorocznego powitania Nowego 2013 Roku !!!

Ja też już jestem w toku przygotowań i jako, że moje oko już gotowe, chcę je Wam pokazać :)







Do jego przygotowania użyła dwóch paletek:
1. SEPHORA
Walking on the moon Nr 07
2. AVON










Na górną powiekę nałożyłam najpierw jasny złoty kolor, który następnie przyprószyłam starym złotem.

W załamaniu i zewnętrznym kąciku nałożyłam ciemny granat z paletki AVON.

Do tego podwójnie rozdwojona kreska

Niebieska kredka na dolną powiekę

Tusz MAYBELLINE
The COLOSSAL Volume express 100% black

I GOTOWE ! :)




Pozdrawiam i życzę Wam wszystkiego co najlepsze w NOWYM ROKU!!
Spełnienia marzeń, zarówno tych zawodowych, hobbystyczny jak i życiowo - rodzinnych ! :)
Do siego roku ! :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Maseczka Oczyszczająca - Planet SPA AVON


Follow on Bloglovin


Gdzie jest śnieg ja się pytam! 
GDZIE JEST ŚNIEG !!
No rzecz oczywista, że jak tylko zbliżają się święta to śnieg znika ale myślałam (jak co roku), że tym razem będzie inaczej...ehh...przeliczyłam się!

Za to pokażę Wam dzisiaj coś co bardzo lubię i wiem, że wszędzie głoszę jak ja to nie cierpię AVONU i ORIFLAMU, bo mnie straszliwie uczulają ale tam też (jak i wszędzie) zdarzają się wyjątki.
I tymi wyjątkami są kosmetyki:


Planet SPA - AVON
1. Provance lavender and jasmine purifying face mask 
(Oczyszczająca maseczka do twarzy, prowansalska lawenda i jasmin)

2. Provance lavender and jasmine body souffle (Jedwabisty mus do ciała, prowansalska lawenda i jaśmin)


Dzisiaj przedstawię Wam maseczkę bo z nią się bardziej zaprzyjaźniłam, musu/sufletu jeszcze nie używałam z powodu dużej ilości otwartych kosmetyków do pielęgnacji ciała.









Opakowanie:

Miękka lawendowa tubka maseczki, zamykana na zatrzask.
Oryginalnie kosmetyk zapakowany był w kartonik ale został on zutylizowany podczas przeprowadzki.







Zapach i konsystencja:

Nie jestem pewna czy dokładnie tak pachnie lawenda, w dodatku prowansalska z dodatkiem jaśminu ale zapach tej maseczki oczyszczającej jest bardzo przyjemny i mi on bardzo odpowiada.

Co do konsystencji, to jest ona odpowiednia do takiego typu kosmetyku. Ani zbyt mocno zbita ani zbyt lejąca. Dzięki temu łatwo się tę maseczkę aplikuje.




Użytkowanie:

Używam tej maseczki od maja/czerwca tego roku i jestem z niej bardzo zadowolona.
Dzięki bardzo przyjemnej konsystencji łatwo się ja rozprowadza na twarzy, minusem jest to, że zastyga w tempie błyskawicy i ciężko jest ją rozprowadzić równomiernie. Jak dla mnie nie przeszkadza to najzupełniej w użytkowaniu maski.

Nakładamy ją na oczyszczoną twarz, ja używam również wcześniej peelingu TEGO, z racji tego że jest to maseczka peel-off, zrywamy ją z twarzy po 15-20 minutach jak folijkę (co jest najfajniejsze!).
Po usunięciu fragmentów maski w całości nakładam jeden z kremów który aktualnie używam i powiem, że najlepsze efekty wg mnie uzyskał razem ze swoim AVON'owym kolegą. TU

Podczas kiedy mamy tę maseczkę oczyszczającą na twarzy lepiej żeby nikt nam nie przeszkadzał i nas nie rozśmieszał, bo mimika jest ograniczona do niemalże zera :P
Wygląda to prześmiesznie i mam nawet nagrane przez chłopaka kilka filmików obrazujące czas spędzony z maseczką na twarzy :P

Po jej zdjęciu twarz jest miła w dotyku, napięta i delikatna.

Z tej serii używałam maseczek:
1. Wygładzająca maseczka do twarzy "Japońska sake i ryż"
2. Maseczka błotna do twarzy z Minerałami z Morza martwego

Z żadnej z nich nie byłam tak zadowolona jak z maseczki oczyszczającej, a dodatkowo wygładzająca mnie uczuliła.








Ja jestem na TAK !! I na pewno kupię jeszcze nie raz maseczki z tej linii, mam nadzieję że nie zostaną wycofane jak to często z AVON'em bywa :)

Kupiłam oba produkty w promocji ale ceny niestety nie pamiętam.

Maseczka ma objętość 75 ml ale jest bardzo wydajna!


A Wy czy macie swoją ulubioną maseczkę do twarzy?


Pozdrawiam!!




sobota, 15 grudnia 2012

Krem matujący AVON Solutions


Follow on Bloglovin

Dzisiaj cały dzień mam wrażenie jakby był wieczór....szaro, buro i ponuro!
A do tego śnieg się topi - szkoda!

W tym oto poście na tapetę wezmę 

Solutions Complete balance night - AVON
Nietłusty żel na noc do skóry tłustej i mieszanej

Byłam bardzo na niego napalona jak zobaczyłam go w katalogu ponieważ nasłuchałam się od koleżanek jakich to on cudów nie działa....
No i go kupiłam.
Powiem szczerze, że nie żałuję ale mógłby się trochę bardziej wysilić.

Opakowanie:

Uwagę przykuwa srebrna zakrętka i gdyby stał na półce w drogerii na pewno bym się nim zainteresowała. Słoiczek poza tym bez szału, jest bo jest.
Wszystko było zapakowane w kartoniku, a zawartość kremu pod nakrętką była/jest zabezpieczona dodatkowo plastikowym kółeczkiem zapobiegającym wylaniu się żelu do twarzy podczas transportu, co zdarzyło mi się kilkukrotnie wykorzystać.





Zapach i konsystencja:

Ma delikatny i świeży zapach ale czy jest to rzeczona zielona herbata to nie jestem w stanie określi. W każdym bądź razie zapach jest bardzo przyjemny :)

Co do konsystencji to ma ona formę żelu (tak jak w tytule), nie jest on ani zbyt rzadki, ani zbyt zbity przez co używanie go jest bardzo łatwe i przyjemne.

Minusem jest to, że osadza się na ściankach kiedy go na chwilę odstawimy.







Użytkowanie:

Krem nakładam na oczyszczoną z całodniowego makijażu twarz, między godziną 17 a 19.
Aplikacja tego żelu do twarzy jest przyjemna gdyż jest on chłodny, bardzo dobrze się rozsmarowuje
 i szybko wchłania pozostawiając twarz delikatnie zmatowioną co czuć jeszcze na drugi dzień chociaż w moim przypadku nie jest to do końca matowa cera....
Po długotrwałym i systematycznym stosowaniu buzia jest delikatna, miękka i nawilżona chociaż ja się efektu matu nie doczekałam.

Odstawiłam na jakiś czas po miesiącu użytkowania żeby buzia się nie przyzwyczaiła.
Teraz używam TEGO kremu, ale do Solutions na pewno wrócę za jakiś czas.




Żel posiada ekstrakt z liści Camellia Sinensis i kompleks cynku, który kontroluje produkcję sebum jednocześnie nawilżając skórę.

50 ml / ok. 10 - 13 zł


Pozdrawiam !!



sobota, 3 listopada 2012

Nasza urlopowa kosmetyczka w wersji mini :)

Tak jak i obiecywałam dzisiaj pokażę Wam jak zaoszczędziliśmy kilometry przestrzeni plecakowej dzięki mini kosmetyczce.

Wyjechaliśmy raptem na 3 pełne dni (nie liczę dni dojazdowych) dlatego uznałam, że zabieranie pelnowartosciowych kosmetyków to strata miejsca no i szkoda pleców.
Dlatego też nasza wyjazdowa kosmetyczka zawiera same mini prrodukty.

Teraz nie ma problemów z ich dostępnością bo chociażby rossmann ma w swojej ofercie całą szafę wszystkiego co na taki krótki weekendowy wyjazd się przyda.

Ją zabrałam dla nas - od lewej:

Perfumy AVON Perceive, deodorant NIVEA double strefy, żel i balsam do ciała LUKSJA różowy grejpfrut, 2 szampony BIOSILK, płyn micelarny BIODERMA,  żel pod prysznic AXE dark temptation.

Na dole od lewej:

Pasta do zębów Meridol, cytrusowy krem do rąk L' OCCITANE Sephora.

Oraz próbki w papierach:
Balsam do ciała NEUTROGENA, GARNIER pies 3 w 1 oraz 2 odżywki do włosów PANTENE PRO-V.

Dodatkowo to jest dobre w mini produktach, że po ich wykorzystaniu można uzupełnić opakowanie z dużego produktu i jechać na dalsze wojaże:)

Mam nadzieję, że komuś chociaż trochę pomogłam w nie przemęczaniu pleców :)

Pozdrawiam serdecznie!



czwartek, 6 września 2012

Mydło z ORIFLAME


Follow on Bloglovin

Dzisiaj dla odmiany miła niespodzianka z jednej z firm do których podchodzę z wielką rezerwą....A mowa tu o ORIFLAME

Wielokrotnie nacięłam się już na firmy wysyłkowe AVON czy właśnie ORIFLAME....
O czym pisałam m.in. (tutaj
Dlatego z wielką rezerwą podchodzę do katalogów, promocji i zamawiania stamtąd kosmetyków.
Jednak tym razem był to dodatek do prezentu i leżał trochę czasu w szafie zanim odważyłam się go zużytkować.

Teraz jednak ciesze się, że zdecydowałam się go zabrać ze sobą na wakacje :)




Opakowanie:
Jak na mydło jest inne. Mam w szafie jeszcze kilka innych mydełek czekających na swoją kolej jednak to przykuwa uwagę. No bynajmniej moja przykuło:)





Zapach i konsystencja:
Mydło ma delikatny i bardzo przyjemny zapach, nie jest nachalny. Jest to raczej słodki zapach delikatnej maracui i aloesu gdzieś tam za  nią schowanego.
Konsystencja tego kosmetyku jest twarda, spójna i przyjemna w użytkowaniu.






Użytkowanie:
I tu było dla mnie największe zaskoczenie z jakim się spotkałam. Do tej pory każde mydło w kostce bardzo wysuszało moją skórę i dlatego zdecydowanie wole używać mydeł w płynie chociaż też po nich używam dużej ilości kremu do rąk...
A tu niespodzianka!
Nie wiem czy to zasługa aloesu czy innej wody ale moje ręce po każdorazowym myciu ich nie wymagały zaraz potem intensywnego wcierania kremu (mój również jest na bazie aloesu).
Ręce są delikatne, nawilżone, miękkie i pachnące !


Skład:
Według tego jak się orientuję w tych sprawach to nie jest to pierwszorzędny skład który jest godny polecania na prawo i lewo ale również nie należy on do najgorszych.




Podsumowanie:
Jak tylko wrócę do mojej szarej rzeczywistości to zorientuję się czy mają w ofercie inne tego typu mydełka bo jestem ciekawa czy tylko to na mnie tak dobrze działa i czy jest to zasługa jedynie wody tutejszej. Ewentualnie aloesu zawartego w składzie.
Mydło nie wywołało u mnie żadnych podrażnień, alergii, nawet przesuszenia skóry!

Mogę je śmiało polecić każdej z Was!
Ja na pewno kupię kolejne opakowanie.

Czy któraś z Was miała to mydełko lub inne z tej serii ??


Pozdrawiam !


niedziela, 2 września 2012

Bubelek z AVON


Follow on Bloglovin

Na wstępie informuję Was o tym, że chce dołączyć do społeczności polskich bloggerów/erek poprzez portal  http://blogrolle.blogspot.pl/
Zachęcam wszystkich zainteresowanych do zajrzenia tam.Znajdziecie tam wiele ciekawych rzeczy i osób:)

Miał być cykl poświęcony preparatom do opalania ale niestety zostałam pozbawiona aparatu na jakiś czas dlatego tez sięgam do rezerw zdjęciowych jakie pstrykałam wcześniej.

Niestety dzisiaj nie będę chwaliła bo sięgnęłam prawdziwego bubla....
Moja niechęć do AVONu się utrzymuje zatem na tym samym poziomie....chociaż nie wykluczam testowania ich produktów bo czasem mają jakieś przebłyski....np. mydło i :P
No dobra z maseczki jestem zadowolona i perfum , a czeka na mnie jeszcze masło do przetestowania.

To jest mój drugi Body lotion jak kto woli balsam do ciała z tej firmy i po raz drugi się nacięłam.
Wcześniej miałam mango, a teraz skusiłam się na malinkę...i to był błąd....

Opakowanie:
Zwykła niczym nie różniąca się od innych butelka, która jest twarda i żeby zużyć kosmetyk do końca trzeba rozcinać opakowanie.
Dodatkowo zamkniecie jest tak kiepskie że kosmetyk zostaje w zakrętce, zasycha, robią się gluty i użytkowanie jest utrudnione.


Konsystencja:
Jak na balsam do ciała to jest ona właściwa, zwarta, nie rozlewa się przy aplikacji.
Jest to jedna z nielicznych zalet tego kosmetyku....niestety.



Zapach:
I tu się zaczyna tragedia....malinowy balsam do ciała? Chyba tylko z nazwy bo po otwarciu butelki i powąchaniu jej zawartości poczułam tylko niezidentyfikowany smród....
Naprawdę nie ma tu niczego z lata, słońca, cudownych długich dni....a tym bardziej słodkich soczystych i dojrzałych malin!
Szczerze powiem, że w kontakcie ze skórą jest jeszcze gorzej...balsam po prostu pachnie brzydko....

Użytkowanie:
No tutaj za wiele nie mogę powiedzieć bo użyłam go tylko raz i więcej tego nie zrobię....
Pomijając paskudny zapach - balsam rozsmarowując się zostawia na ciele smugi (szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, wyglądało to naprawdę okropnie), dodatkowo w środku znajdują się dziwne grudki (może tylko w moim egzemplarzu ale są!)
A co do wchłaniania...hmmm...czy mogę powiedzieć żeby on w ogóle się wchłonął? No chyba nie za bardzo...
Oczywiście dzięki temu na skórze pozostaje tragicznie, ochydnie, paskudnie tłusty i brzydko pachnący film....który potem dosyć ciężko jest zmyć.

Skład:
No oczywiście mamy tutaj cały wachlarzyk parafinek, konserwancików i czego tylko sobie jeszcze zamarzymy....

(Chyba już po prostu jestem do niego kiepsko nastawiona bo nawet nie mam ochoty wyszukiwać pozytywów tego stworka)



Od producenta:
No tutaj producent też się nie napisał nie wiadomo ile....
Taaa...uczucie miękkości i gładkości
A sposób użycia iście rozbudowany...tylko naprawdę nie wiem ile musiałabym masować chociażby moje nogi żeby się wchłonął ...


Podsumowanie:
No niestety nie polecę tego kosmetyku nikomu....tak jak męczyłam się z poprzednim o zapachu mango (tamten zużyłam prawie do końca bo miał piękny zapach i lepiej się wchłaniał, ale z zakrętką działo się to samo, zasychał nawet w środku tworząc grudki i farfocle....)
Uważam, że pieniądze wyrzuciłam w błoto bo na rynku jest tyle wspaniałych kosmetyków wartych polecenia, że powinni się naprawdę 3 razy porządnie zastanowić zanim wypuszczą na rynek tak kiepskiej jakości produkt.

Pozdrawiam serdecznie.




Kontakt

szybkoilatwo@gmail.com