niedziela, 2 września 2012

Bubelek z AVON


Follow on Bloglovin

Na wstępie informuję Was o tym, że chce dołączyć do społeczności polskich bloggerów/erek poprzez portal  http://blogrolle.blogspot.pl/
Zachęcam wszystkich zainteresowanych do zajrzenia tam.Znajdziecie tam wiele ciekawych rzeczy i osób:)

Miał być cykl poświęcony preparatom do opalania ale niestety zostałam pozbawiona aparatu na jakiś czas dlatego tez sięgam do rezerw zdjęciowych jakie pstrykałam wcześniej.

Niestety dzisiaj nie będę chwaliła bo sięgnęłam prawdziwego bubla....
Moja niechęć do AVONu się utrzymuje zatem na tym samym poziomie....chociaż nie wykluczam testowania ich produktów bo czasem mają jakieś przebłyski....np. mydło i :P
No dobra z maseczki jestem zadowolona i perfum , a czeka na mnie jeszcze masło do przetestowania.

To jest mój drugi Body lotion jak kto woli balsam do ciała z tej firmy i po raz drugi się nacięłam.
Wcześniej miałam mango, a teraz skusiłam się na malinkę...i to był błąd....

Opakowanie:
Zwykła niczym nie różniąca się od innych butelka, która jest twarda i żeby zużyć kosmetyk do końca trzeba rozcinać opakowanie.
Dodatkowo zamkniecie jest tak kiepskie że kosmetyk zostaje w zakrętce, zasycha, robią się gluty i użytkowanie jest utrudnione.


Konsystencja:
Jak na balsam do ciała to jest ona właściwa, zwarta, nie rozlewa się przy aplikacji.
Jest to jedna z nielicznych zalet tego kosmetyku....niestety.



Zapach:
I tu się zaczyna tragedia....malinowy balsam do ciała? Chyba tylko z nazwy bo po otwarciu butelki i powąchaniu jej zawartości poczułam tylko niezidentyfikowany smród....
Naprawdę nie ma tu niczego z lata, słońca, cudownych długich dni....a tym bardziej słodkich soczystych i dojrzałych malin!
Szczerze powiem, że w kontakcie ze skórą jest jeszcze gorzej...balsam po prostu pachnie brzydko....

Użytkowanie:
No tutaj za wiele nie mogę powiedzieć bo użyłam go tylko raz i więcej tego nie zrobię....
Pomijając paskudny zapach - balsam rozsmarowując się zostawia na ciele smugi (szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, wyglądało to naprawdę okropnie), dodatkowo w środku znajdują się dziwne grudki (może tylko w moim egzemplarzu ale są!)
A co do wchłaniania...hmmm...czy mogę powiedzieć żeby on w ogóle się wchłonął? No chyba nie za bardzo...
Oczywiście dzięki temu na skórze pozostaje tragicznie, ochydnie, paskudnie tłusty i brzydko pachnący film....który potem dosyć ciężko jest zmyć.

Skład:
No oczywiście mamy tutaj cały wachlarzyk parafinek, konserwancików i czego tylko sobie jeszcze zamarzymy....

(Chyba już po prostu jestem do niego kiepsko nastawiona bo nawet nie mam ochoty wyszukiwać pozytywów tego stworka)



Od producenta:
No tutaj producent też się nie napisał nie wiadomo ile....
Taaa...uczucie miękkości i gładkości
A sposób użycia iście rozbudowany...tylko naprawdę nie wiem ile musiałabym masować chociażby moje nogi żeby się wchłonął ...


Podsumowanie:
No niestety nie polecę tego kosmetyku nikomu....tak jak męczyłam się z poprzednim o zapachu mango (tamten zużyłam prawie do końca bo miał piękny zapach i lepiej się wchłaniał, ale z zakrętką działo się to samo, zasychał nawet w środku tworząc grudki i farfocle....)
Uważam, że pieniądze wyrzuciłam w błoto bo na rynku jest tyle wspaniałych kosmetyków wartych polecenia, że powinni się naprawdę 3 razy porządnie zastanowić zanim wypuszczą na rynek tak kiepskiej jakości produkt.

Pozdrawiam serdecznie.




3 komentarze:

Kontakt

szybkoilatwo@gmail.com