wtorek, 27 listopada 2012

Woda brzozowa ISANA


Follow on Bloglovin


Dzisiejszy dzień był podły, po prostu.
Jest jakaś granica na chorowanie? Bo ja już chyba wszelkie przekroczyłam....

Tak jak pisałam na facebooku dzisiejszy dzień był szary, bury i ponury, z resztą jak kilka ostatnich dni
 z rzędu.
A na to wszystko jak w tym roku niezmiennie problem z internetem.
Ehhh.....


Dzisiejsza recenzja dotyczy kupionej przeze mnie przez zupełny przypadek (tak, tak dzięki promocyjnej cenie), wody brzozowej ROSSMANN.owej firmy ISANA,


Opakowanie:

Duża butelka, zamykana na zatrzask.
Jak dla mnie z początku było ciężko ją używać przez to że jest duża i dużo ważyła, a biorąc pod uwagę mokre warunki panujące pod prysznicem nie raz mi się z rąk wyślizgnęła.
Jednak nie uważam tego za żadną wadę czy minus, przynajmniej w tym przypadku inaczej niż przy podobnym kosmetyku firmy MARION, nie widać tak szybko ubytku :)

Nie wiem dlaczego ale w śmiech mnie wprawiło za pierwszym razem to że moja nakrętka była zainstalowana odwrotnie i nie mogłam sobie z tym poradzić pod prysznicem :)






Konsystencja i zapach:

Co do konsystencji to tak jak i nazwa nam mówi, jest to woda. Nie jest ani lepka, ani żelowana, po prostu woda brzozowa do włosów.

Zapach natomiast jest połączeniem soku z brzozy, którzy niektórzy piją na gardło i odrobiny chemii.
Nie jest to drażniący, długo utrzymujący się zapach, a raczej delikatny zapach o średnim natężeniu i niezbyt długo utrzymujący się na włosach.





Użytkowanie:

Po miesiącu używania moje zdanie na temat wody brzozowej jest wyrobione.
Przez pierwsze 1,5 tygodnia byłam bardzo zadowolona. Moje włosy były mięciutkie, pachnące i się tak nie puszyły.
/jednak po stosowaniu ich dwukrotnie dłużej, czyli ok. 3 tygodni włosy zaczęły się przetłuszczać już po 1 nawet niepełnym dniu....zazwyczaj głowę myłam co 2 dni więc jest to całkiem spora różnica.

Dodam, że używał jej również mój chłopak i tak jak ja nie był zadowolony, ponieważ jemu również włosy błyskawicznie się przetłuszczały i oklapywały.

Producent zapewnia, że włosy staną się mocniejsze, no nie zauważyłam bo wypada ich tyle samo...
miały nabrać blasku i objętości....owszem blask jest ale tłustych włosów, a tym samym znikła i objętość moja naturalna....





Podsumowanie:

Ja na ten kosmetyk na pewno więcej się nie zdecyduję, nawet jeżeli będzie w super promocji, a póki co muszę go wykończyć....
Kosmetyk może być otwarty przez 12 miesięcy więc mam szansę go zużytkować :)

500 ml / ok. 4 zł.



Pozdrawiam!

piątek, 23 listopada 2012

Siarkowa moc krem do twarzy antybakteryjno - matujący




Follow on Bloglovin

(klik)

A oto i jeden z produktów, które ostatnio praktycznie nie schodzą z mojej twarzy.
Siarkowa moc krem antybakteryjny - matujący

Niestety po ataku bakteryjek moja twarz wymagała sporej reanimacji.
Na szczęście wszystko jest już na wygojeniu również dzięki temu produktowi.

Żałuję teraz, że nie zrobiłam zdjęcia jak wyglądała moja twarz przed tym jak zaczęłam używać kremu siarkowa moc, bo teraz nie mam do czego porównać efektu ale jest ogromna poprawa. Wiem, że to nie jest wyłącznie zasługa kremu siarkowa moc, bo używałam wielu różnych kosmetyków ale jego efekty widzę najlepiej.



Opakowanie:

Plastikowy słoiczek, dobrze chroni kosmetyk nawet w długiej podróży. Jest on zapakowany w kartonik, który to jest dla mnie miłym zaskoczeniem i opisze go na końcu postu.




Zapach i konsystencja:

Zapach kremu Siarkowa moc bardzo mi się podoba ! Jest to delikatnie owocowy zapach, którego po nałożeniu kosmetyku praktycznie nie czujemy.

Konsystencja jest bardzo zbita, trochę żelowa ale jak dla mnie jest dobra bo nie spływa, mi to ułatwia aplikację/



Użytkowanie:

Ja stosowałam krem antybakteryjno - matujący siarkowa moc właściwie cały czas odkąd go kupiłam czyli mija właśnie miesiąc.

Rano po umyciu twarzy  TYM żelem, nakładałam Siarkową moc cienką warstwą pod makijaż. Co zauważyłam? 
To, to że makijaż utrzymywał się znacznie dłużej świeży bez błyszczeń i nadmiaru sebum.

Po południu (zazwyczaj ok godz. 17-18) zmywałam makijaż i nakładałam grubszą warstwę Siarkowej mocy i nadmiar pozostawiałam nie wklepany.

Skład: .



Jestem bardzo miło zaskoczona opakowaniem Kremu Siarkowa moc ponieważ jest ono napisane po polsku i angielsku co jak na polskie kremy jest rzadkością.
Dodatkowo opisane są wszystkie Składniki aktywne kremu co według mnie dodatkowo zachęca do zakupu.



50ml / ok 14 zł (promocja rossmann)


Pozdrawiam!


czwartek, 22 listopada 2012

pierwszy GLOSSYBOX FOR MAN !!



GLOSSYBOX FOR MAN
(klik)


  • Limitowana polska edycja męskiego GLOSSYBOX!
  • 6 ekskluzywnych kosmetyków, w tym 3 pełnowymiarowe
  • Tylko 59 zł - wysyłka GRATIS!
  • Pierwsza wysyłka 3 grudnia - w porę na Mikołajki!

żródło: www.glossybox.pl


I co Wy na to ??

Jak myślicie jest to dobry pomysł dla Waszego mężczyzny?
Wiem, że mój dostałby ataku śmiechu jakbym mu na kolejna okazję kupiła kolejny zestaw kosmetyków nie ważne jaki by nie był :)

Jednakże ja osobiście uważam, ze pomysł jest całkiem niezły dla mężczyzn
(i chłopaków) lubiących o siebie zadbać trochę bardziej !

Jest to prezent nietuzinkowy i niebanalny! :)

Pozdrawiam Was :)


Jeżeli ktoś nie zauważył ukrytego linku, tu można go również zamówić:


Mariza cień do powiek

(klik)


To jest ostatni z trzech produktów, które otrzymałam od firmy MARIZA.

W tym poście przekażę Wam tylko wiadomości ogólne o tych cieniach, a postaram się również pokazać Wam jak cień prezentuje się na oku.


Opakowanie:
Standardowe opakowanie cieni do powiek z pędzelkiem jego użyłam tylko raz, nie zaprzyjaźniliśmy się jak z każdym tego typu patyczkiem więc na tym się sprawa kończy.





Kolory i konsystencja:

napigmentowanie cieni do powiek MARIZA jest z tych średnich. Musiałam malować sobie powiekę kilkakrotnie tym samym kolorem żeby uzyskać zamierzony efekt.

Tonacja cieni MARIZA, które otrzymałam jest bardzo trafiona do mojego typu urody.
Są to zdecydowanie moje kolory.
Cienie nie osypują się, długo pozostają na powiece.

Ja jestem z ich delikatności zadowolona i chętnie po nie sięgam.

Śmiało mogę go polecić każdej brunetce ale i blondynce gustującej w takich kolorach :)






(klik)
Pozdrawiam!

Moje nowości/starości !

(klik)

Wiem, że znowu nawaliłam i z obietnic wyszły nici...
Kilka postów dodawałam przez telefon ale nie zawsze mam też taką możliwość.

Ten post miał być dodany 25.10.2012. i od tego też czasu jest zapisany w roboczych ale niestety jak widać na załączonym obrazku nie wyszło....

To były moje nowości teraz są to już dobrze poznane produkty, które mogę Wam z czystym sumieniem zrecenzować. 

Ten post potraktuje ogólnie :) Będzie to taki bacik to pogonienia siebie i już teraz zabiorę się za pisanie recenzji obu kosmetyków, które już dobrze poznałam :)

Powiem tylko, że wody brzozowej do włosów nie zamierzałam kupić. Zobaczyłam ją w promocji kiedy szukałam oliwy Alterry oczywiście z żadnym skutkiem, dlatego postanowiłam ją wziąć.
Co z tego wynikło ? Napiszę w jednym z kolejnych postów.

Co do Siarkowej mocy to baaaardzo długo się wzbraniałam przed jej zakupem ale w końcu zmuszona rzeczywistością wybrałam się po nią i tu też mile zaskoczenie bo kupiłam ją za niecałe 14 zl.





(klik)


Pozdrawiam ! :)



sobota, 3 listopada 2012

Nasza urlopowa kosmetyczka w wersji mini :)

Tak jak i obiecywałam dzisiaj pokażę Wam jak zaoszczędziliśmy kilometry przestrzeni plecakowej dzięki mini kosmetyczce.

Wyjechaliśmy raptem na 3 pełne dni (nie liczę dni dojazdowych) dlatego uznałam, że zabieranie pelnowartosciowych kosmetyków to strata miejsca no i szkoda pleców.
Dlatego też nasza wyjazdowa kosmetyczka zawiera same mini prrodukty.

Teraz nie ma problemów z ich dostępnością bo chociażby rossmann ma w swojej ofercie całą szafę wszystkiego co na taki krótki weekendowy wyjazd się przyda.

Ją zabrałam dla nas - od lewej:

Perfumy AVON Perceive, deodorant NIVEA double strefy, żel i balsam do ciała LUKSJA różowy grejpfrut, 2 szampony BIOSILK, płyn micelarny BIODERMA,  żel pod prysznic AXE dark temptation.

Na dole od lewej:

Pasta do zębów Meridol, cytrusowy krem do rąk L' OCCITANE Sephora.

Oraz próbki w papierach:
Balsam do ciała NEUTROGENA, GARNIER pies 3 w 1 oraz 2 odżywki do włosów PANTENE PRO-V.

Dodatkowo to jest dobre w mini produktach, że po ich wykorzystaniu można uzupełnić opakowanie z dużego produktu i jechać na dalsze wojaże:)

Mam nadzieję, że komuś chociaż trochę pomogłam w nie przemęczaniu pleców :)

Pozdrawiam serdecznie!



piątek, 2 listopada 2012

Halloween....

Tak to mija nasze słodkie, leniwie, cudowne woooolne;)

Zmęczenie jest, wszystko boli ale czas super spędzony:)

Pokazuję kilka zdjęć z halloweenowej pizzy w bardzo fajnie przyozdobionej restauracji:)




czwartek, 1 listopada 2012

Urlop

nareszcie wolne :) slodkie lenistwo i odpoczynek:)

Później pokażę Wam moją wyjazdową kosmetyczkę :)

Pozdrawiam ciepło, bo zimno za oknami!;)



wtorek, 30 października 2012

BingoSpa przesyłka



Dzisiaj pochwalę Wam się moimi nowościami z BingoSpa:)
Dzięki przedłużeniu współpracy z tą firmą na następny kwartał miałam możliwość otrzymania od nich kolejnych 3 kosmetyków.
Dwa z nich wybrałam sobie sama i już teraz jestem nimi zachwycona a jeszcze nie zaczęłam ich testować.
Niestety 3, który wybrała dla mnie firma jest zupełnie noetrafiony ponieważ wielokrotnie pisałam na blogu o tym, że jestem uczulona na kokos....a niestety otrzymałam kosmetyk o taki właśnie zapachu....
Zakochałam sie w zapachu serum do pielęgnacji ciała o zapachu mięty z czekoladą!!!
Jest on po prostu cudowny i przypomina mi czekoladowe cukierki z mietowym nadzieniem...aż chce się spróbować :)


Pozdrawiam!!!

niedziela, 28 października 2012

Mariza Peeling solny do ciała z olejkiem migdałowym



Dzisiaj przedstawiam kolejny produkt z paczki od firmy Mariza, a jest to peeling z linii SPA.
Wszystkie kosmetyki jakie dostałam w tej paczce strasznie mnie ucieszyły ponieważ idealnie trafiły w moje ówczesne zapotrzebowanie.
I tak jak opisywany wcześniej krem do stóp Active Care został moim niezaprzeczalnym ulubieńcem tak co do peelingu mam raczej mieszane uczucia....


Opakowanie:


Kiedy paczka do mnie dotarła po wielu przebojach (nasza nieoceniona poczta polska...), była cała otłuszczona. Okazało się iż mimo że peeling jest w folii wszystko wokół dosłownie pływa w tłuszczu....
Moje zdanie jest takie, że jeżeli kosmetyk posiada tak dużo oleju powinien być zamknięty w innym opakowaniu by nie sprawiał problemu w przechowywaniu bo o jakichkolwiek z nim podróżach nie ma mowy wcale.....



Zapach i konsekwencją:


Zapach mnie nie powalił, czysto chemiczny zapach grejpfruta z olejową nutą gdzieś w oddali ale nie są to bynajmniej migdały.
Co do konsystencji to tutaj zarzutu żadnego nie mam. Jak na peeling bardzo przyjemna lekko zwarta konsystencja.






Użytkowanie:


Przez ten olej powiedziałabym, że użytkowanie jest uciążliwe. Olej jest dosłownie wszędzie gdzie go postawię, odbarwił mi komodę więc to zrozumiale, że już miłością do niego nie zapałam....
Poza tym, po nałożeniu spisuje się całkiem nieźle. Jest to średni zdzierak, skóra po jego użyciu jest oczyszczona że zbędnej warstwy naskórka.
Nie podoba mi się natomiast to, że na skórze pozostaje tragicznie tłusty film.....
Do jego usunięcia używam gąbki peelingującej, a i tak nie wszystko schodzi. Jak dla mnie to jest duży minus.




Skład:

Ciężko go przeczytać z opakowania ale jest też dosyć krótki. Na pewno na 1. Miejscu znajdziemy Sodium Chloridum. Znajdziemy tu też masło shea, i oleje.


Podsumowanie:

Jako peeling wolny kosmetyk ten spełnia swoją funkcję bardzo dobrze. Jednak przy wielu innych wadach, które opisalam powyżej ciężko by stał sie on moim ulubieńcem jak jego kolega krem do stóp Active Care.
Opakowanie zawiera 200 ml kosmetyki który na szczęście zmęczyłam.




Pozdrawiam.




piątek, 26 października 2012

FLO !!! Cudeńka na zimowe poranki w drodze na...

No i jest weekend.
W końcu i nareszcie.
Wczoraj nie udało mi się nic-kompletnie NIC !!!
Zamiast się uczyć robiłam wszystko inne :)
Miałam dodać post, a i to mi nie wyszło bo 2 razy mi się skasowała treść bez zapisania co jest dziwne jak dla bloggera, no ale mnie już ostatnio nic nie zdziwi co dotyczy mojego komputera :)
Ciekawe jak to będzie dizisiaj bo po raz 1. używam do tego celu telefonu i aplikacji blogger...

Za to teraz...weekend rozpoczęty!
Plany są całkiem obiecujące, zobaczymy co z tego wyjdzie.

A z okazji pewnie jednego z ostatnich weekendów z ładną i słoneczną pogodą, wybrałam się na zakupy i odwiedziny drogerii :)

Upatrzony sweterek i spodnie, zrobiłam rozeznanie wisiorkowe teraz się muszę przespać z moją wizją stroju w jakim pójdę na bal :)
Mam i coś dla mego lubego :)

Teraz trochę ponarzekam co by nie było zbyt miło:P

Po raz kolejny przekonałam się, że panie w Superpharm są najlepiej zorientowane co sprzedają i po raz kolejny stwierdzam, że Douglas powinnam omijać szerokim łukiem bo nie wiem od czego to zależy, może od tego że wyglądam młodo i na starcie stwierdzają, że i tak niczego nie kupię bo traktują mnie z góry i są bardzo nie miłe...
Przynajmniej tak jest w moim mieście.

A no i właśnie czy ktoś mi może powiedzieć dlaczego wszyscy mają takie problemy z daniem próbki?
Nie chcę kupować pokładu za 150 złotych żeby ozdabiał moją półkę - naprawdę mam co na niej postawić :)
Chcę najpierw sprawdzić jak dany kosmetyk zachowuje się na mojej twarzy, czy mnie nie uczyła, a także czy zadowala mnie efekt jego działania.
Chyba nie oczekuję zbyt wiele?!

No to się rozpisałam, żale wylałam to mogę przejść do sedna sprawy, czyli tytułu posta.
To jest najmilsza niespodzianka dzisiejszej wyprawy!
FLO zachwyciło mnie tymi kubeczkami.
Ceramiczne kubki o podwójnej budowie ściany co powoduje, że płyn w środku tak szybko nie wystygnie. Góra lubią zabezpieczona jest gumową nakładką z dziurką co imituje standardowe papierowe kubki na kawę, którą podają na mieście:)
Myślę, że każdy znajdzie wzór dpa siebie bo jest ich tam całkiem sporo.

A co najważniejsze i o co zapytałam ekspedientkę to, czy skoro kubek jest ceramicznych to czy po wlaniu do niego gorącego napoju nie popatrzy nam rąk??
Ku mojemu zdziwieniu pani odpowiedziała, że też ich to bardzo zastanawiało i sprawdzili.
Po spaniu wrzątku kubek robi się jedynie lekko ciepły.
I to jest super wiadomość, której oczekiwałam.

Cała przyjemność kosztuje 23,90.

Zdjęcia kubeczków jeszcze świeże:)

Pozdrawiam serdecznie i Wam również życzę miłego weekendu!




środa, 24 października 2012

Krem do stóp Active Care MARIZA



Mam nadzieję, że to koniec!

Kolejna dłuższa przerwa spowodowana niekończącym się problemem z internetem, następnie doszedł mi problem z moim komputerem - jakby było mi mało....
Straciłam wszystkie zdjęcia, które sobie przygotowałam do postów.
Pobyt w szpitalu, masa zajęć na uczelni i poza nią....Cyrk na kółkach !
Stąd też dłuższa przerwa ale teraz mam nadzieję wrócić do rytmu i dodawać świeże posty co max 2-3 dni, no najlepiej codziennie ale sądzę że plan mojego tygodnia na to mi nie pozwoli, dlatego wolę być realistka i najwyżej sama się milo zaskoczę swoją postawą :)
Pożyjemy, zobaczymy :)



A teraz przechodząc do sedna dzisiejszego posta chciałabym przedstawić jeden z kosmetyków (krem do stóp), który otrzymałam od firmy MARIZA.

(Zdjęcia paczki zniknęły razem z resztą dlatego pokażę każdy z osobna)

Krem do stóp testuję niecały miesiąc, a jeszcze żyje. Dlatego śmiem twierdzić, że dzięki mądrej i przemyślanej aplikacji jest on bardzo wydajny.

Krem do stóp, który dzisiaj recenzuję stał się moim ulubieńcem bezapelacyjnym!

Zapraszam do lektury:






Opakowanie:

Jak to krem, posiada tubkę. Tubka posiada zakrętkę i tu chyba wolałabym zatrzask ale narzekać nie mogę.


Zapach i konsystencja:

Zapach tego bardzo mnie zaskoczył. Pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie. Jak dla mnie to jest występujący tu ekstrakt miodowy w połączeniu z aloesem. 
Z tubki wyciskamy bardzo wąską smużkę przez co aplikacja może być bardziej precyzyjna. Możemy wycisnąć tyle kosmetyku ile w danej chwili potrzebujemy bez obawy, że wyciśnie się go zbyt wiele. Ma on bardzo fajną, lekką konsystencje żelu.





Użytkowanie:

Jak już wyżej napisałam aplikacja jest bardzo przyjemna. Wyciskamy z tubki ile potrzebujemy, wcieramy, wmasowujemy, wklepujemy.
Bardzo łatwo się wchłania.
Pozostawia na skórze delikatną nietłustą warstewkę, która dla mnie jest bardzo przyjemna.
Stopy są nawilżone, a śmiem i napisać że dopieszczone :)

Od producenta:

Producent pisze o tym kremie że:
doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia, chroni i zapobiega rogowaceniu i pękaniu naskórka

- o dziwo jak go dostałam to trochę się z tego podśmiewałam, że niby on taki cudowny ale teraz nie wyobrażam sobie mojego każdego końca dnia bez niego !!

Zmniejsza potliwość stóp, działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo, wspomaga krążenie, likwiduje obrzęki, łagodzi uczucie napięcia i zmęczenia.

- tutaj to nie do końca tak jest, bo ta potliwość jak była tak jest, likwidacji obrzęków nie ocenię bo na szczęście ich jeszcze nie mam. Zgodzę się natomiast, że łagodzi uczucie napięcia i zmęczenia i tutaj jestem dzięki niemu wniebowzięta kiedy przeszłam kilkanaście kilometrów w koturnach/ na obcasach bo całe miasto stoi rozkopane i autonogi to najszybszy środek lokomocji....

Dodatkową zaletą jest to, że nie uczula mnie, ani mojej mamy którą przyłapałam na podprowadzaniu mi go :)





Skład:

W składzie trochę alkoholi co może i nie nastraja dobrze, ale nie jest tak źle. Poza tym ja nie widzę niczego godnego krytyki w nim, ale tak jak wielokrotnie podkreślałam nie znam się tak dokładnie na składach i wciąż się uczę tych substancji :)

Producent podkreśla na przodzie opakowania szczególnie 3 substancje:
- wosk pszczeli
- alantoinę
- aloes





Podsumowanie:

Jest to najlepszy krem do stóp jaki do tej pory miałam. Spełnia wszystkie moje oczekiwania jakie stawiam przed tego typu kosmetykiem. 
Moje stopy są nawilżone, delikatne, miękkie i pachnące. 
Po całym dniu chodzenia są również delikatnie zrelaksowane co uważam za ogromny plus !!

Nie jest to produkt testowany na zwierzętach ale został przebadany dermatologicznie.

Uważam ten krem do stóp za godny polecenia każdemu kto ceni sobie codzienną pielęgnację stóp, na pewno będzie z kosmetyku zadowolony!

Ja po zużyciu tej tubki o ile nie znajdę niczego lepszego kupię następną gdyż jest to mój niezaprzeczalny ulubieniec.

Objętość to 100 ml

Zapraszam na stronę firmy:
http://www.mariza.com.pl/
A tutaj link do produktu:























Pozdrawiam



czwartek, 11 października 2012

Alterra



Dzisiaj nie mam zbyt wiele czasu ale chciałam się pochwalić nowym nabytkiem, który dzisiaj udało mi się w końcu upolować i to w całkiem niezłej cenie bo w Rossmanie jest na niego promocja. Kosztuje 5,99 zł :)

Właśnie testuje też na paznokciach nowy kolor Rimmel także i tym się pochwalę niedługo :)




wtorek, 9 października 2012

Może i nie taki wielki, ale come back :)


Wiem, sporo czasu mnie tu nie było.
Wszystko jednak związane z brakiem lub bardzo utrudnionym dostępem do internetu co uniemożliwiło mi pisanie bloga...
Ale teraz mam nową energię, siłę i motywację, a także nadzieję że nadgonię zaległości które się przez ten czas nazbierały :)
A co najważniejsze mam w miarę stały dostęp do internetu :)

No to nie owijając już dłużej w bawełnę biorę dzisiaj pod lupę:

GARNIER BODY

Jak dla mnie przód opakowania to samo wzdychanie i ochy i achy!
Och och....


Opakowanie:

No jest. Nawet mi się podoba, bo ma fajne kształty i dobre zamknięcie. Dobrze się go trzyma nawet w mokrej po kąpieli ręce. Ale czy o to chodzi w balsamie ? No nie wydaje mi się....
Mamy tu również zatrzęsienie haseł nawołujących o wspaniałości tegoż oto kosmetyku, zaczynając od szczytu butelki:

- Innowacyjna formuła
- nawilżająca pielęgnacja 7 dni
- nawilżający mus do ciała
- natychmiastowe wchłanianie
- długotrwałe nawilżenie dzień po dniu
- nawilżenie skóry suchej

Jak dla mnie to całkiem sporo jak na tak niewielką powierzchnię, no ale....czymś trzeba nadrobić wnętrze.

Jako że nie oceniam książki po okładce zagłębiłam się w środek poznając go dogłębnie :)



Zapach i konsystencja:

Po aplikacji pierwsze co czuję to alkohol.....
Następnie mam wrażenie moje własne subiektywne, podążają winogrona.
Wszystko fajnie ładnie no ale alkohol ? skąd on by się tu wziął ?!
A ze składu, który po pierwszym użyciu gruntownie przestudiowałam.
No niestety, jest go tam całkiem sporawo.

Konsystencja mi się podoba. Lekka, przyjemna formuła musu naprawdę przypadła mi do gustu.




Użytkowanie:

Po aplikacji pomijając juz zapach alkoholu mus zostaje w miejscu jego nałożenia. Bardzo szybko się wchłania i łatwo rozsmarowuje. 
Jeszcze przed pierwszym użyciem wiedząc o tym, że w składzie jest ten felerny składnik nie spodziewałam się jakiś spektakularnych efektów nawilżenia.
Doczekałam się tutaj miłego. lekkiego orzeźwienia, które akurat w lecie się bardzo przydało.
Przy bardzo lekkiej formule tego kosmetyku przynajmniej to mogę uznać za plus :)


Od producenta:

Oczywiście tylna etykietka znowu zaczyna się od "nawilżający mus do ciała z ekstraktem z winogron"...
mus - ok, do ciała - ok, ekstrakt jaki by nie był - ok, ale nawilżający ?! - niestety co to, to nie....

Nie chce mi się nawet pisać o tym przechwalaniu producenta na opakowaniu...
Jaki obiecuje on nam rezultat:

"chroni i wygładza skórę, natychmiast się wchłania, nawilżona skóra przez 24 h, udowodniona skuteczność już po 7 dniach stosowania: zmniejszenie szorstkości: -30%; zmniejszenie wysuszenia skóry:-49%; większa sprężystość skóry +31%" - grupa 42 osób

Przy stosowaniu 2 razy dziennie  przez 4 tygodnie - test na grupie 53 osób przez 5 tygodni

Powiem tak...
zgadzam się jedynie z tym szybkim wchlanianiem.
A grupa do testów konsumenckich powiedzialabym, że mizerniutka.




Skład:

Alkohol, alkohol i duuużo alkoholu...
Gdyby nie to, że on tam jest to skład byłby całkiem fajny :)




Podsumowanie:

Podsumowując ten kosmetyk mogę tylko powiedzieć, że tak jak nie szata zdobi człowieka, tak też opakowanie nie stanowi istoty kosmetyku.
Idea musu bardzo fajna, wykonanie kiepskie...
Jest tyle dobrych kosmetyków dobrze dbających o naszą skórę, że wiem że na kolejne opakowanie na pewno się nie skuszę.

250 ml widziałam w promocji za11,99




Przypominam o Shibyboxie jeżeli ktoś jeszcze nie ma, a chciałby się zaopatrzyć :) To tu podaje link:

poniedziałek, 10 września 2012

Próbki kosmetyków które mnie uratowały!


Follow on Bloglovin


Na początek chciałam Wam powiedzieć, że mój Shiny Box już do mnie idzie :)
Jak tylko będę miała możliwość to na pewno Wam go pokażę.
A jeżeli ktoś chciałby również go mieć w swoim posiadaniu to zapraszam do bezpłatnej rejestracji (pudełko jak i jego dostawa są również bezpłatne)






Kilkakrotnie marudziłam i narzekałam już w postach na swoje włosy, twarz, skórę ogólnie, paznokcie i  mój całokształt dzięki pogodzie i klimatowi w jakim przebywam.

Sól wszędobylska, bardzo wilgotne i słone powietrze, bardzo słona woda, bardzo wysoka temperatura, opalanie, kąpiele w basenach ze słoną i chlorowaną wodą to wszystko bardzo zniszczyło moją skórę, włosy i paznokcie.

Przez pierwszy miesiąc w ogóle nie używałam odżywki do włosów bo częste kąpiele w basenie i tak powodowały, że nie spełniała ona swojego zadania, może to był błąd z mojej strony ale zaraz po umyciu włosów kiedy jeszcze dobrze nie wyschły znowu musiałam wchodzić do basenu - uznałam to za totalny brak sensu...

Za to w drugim miesiącu kiedy byłam już załamana stanem swoich włosów zaczęłam używać odżywki, którą przywiozłam ze sobą w saszetkach.

PANTENE PRO-V Intensywna regeneracja. I to był strzał w dziesiątkę.
Włosy myję co drugi dzień i na moje włosy sięgające obecnie przy skręcie do okolicy ramion zużywam na raz 1 saszetkę.
Po przesuszeniu, szorstkości i braku blasku obecnie nie ma nawet wspomnień. Teraz po prawie 1,5 miesięcznej kuracji moje włosy są dużo bardziej miękkie, sprężyste i maja blask.

Jestem strasznie zadowolona z efektu tej odżywki.

Wiem, że po powrocie będę się musiała zaopatrzyć we wcierki i oliwę ale obecny stan już mnie napawa optymizmem po załamaniu z lipca :)





Jakość zdjęć nie powala ale ciężko było zrobić zdjęcia bo opakowania są baaaardzo błyszczące.

Odzywka jest przeznaczona do włosów suchych, zniszczonych lub łamliwych. Dlatego tez idealnie się u mnie sprawdziła :)






Także jak dla mnie wszystkie 7 oznak, o których pisze producent zostało osiągnięte :)

Mam tylko jedno poważne ZASTRZEŻENIE - Po co w składzie jest tak dużo przeróżnego rodzaju alkoholi ?!




Drugim produktem bez którego teraz również nie wyobrażam sobie życia jest 
LIRENE  Kremowy mus nawilżający.

Ze skórą zaczynało się dziać to samo co z włosami, a dodatkowo zaczęła mnie odwiedzać cala masa niechcianych przyjaciół.
Cały czas stosuję co 2-3 dzień peeling GARNIER i tylko to bo moja twarz cale dnie była wysmarowana filtrami...

Jak zauważyłam nie było to dla mnie zbyt korzystne. Dlatego też od 3 tygodni po kilka razy dziennie tonizuje twarz tonikiem, który opisałam tutaj oraz na noc smaruję kremem, który podstawowo nie jest przeznaczony do mojego typu skóry ale przed wyjazdem tutaj brałam pod uwagę przesuszenie twarzy spowodowane tutejszym klimatem.

Przy stosowaniu kremu który posiada filtr SPF 15 i jest przeznaczony dla osób 20+ na noc i niewielką warstwę przed wyjściem, już po tygodniu stosowania zauważyłam znaczną poprawę.

Krem ten można stosować na dzień i na noc co robię. Posiada on olejek bawełniany.
Po jego stosowaniu skóra rzeczywiście jest bardziej nawilżona, bardziej sprężysta, mam mniej niespodziewanych "przyjaciół".







                               Ja w jego składzie nie widzę nic złego, ale specjalistką nie jestem :)

Jedno wiem na pewno - w przypadku obu kosmetyków jestem bardzo zadowolona z działania, spełniają one moje najśmielsze oczekiwania w danym momencie.
Żaden z nich mnie nie uczulił.

Także ja ze swojej strony mogę polecić oby dwa kosmetyki, a jestem pewna że kupię z pewnością Mus LIRENE, Bo odżywkę PANETENE PRO-V mam tyle, że w opcji do włosów kręconych bez spłukiwania.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie mimo, że dzisiaj poniedziałek :)










Kontakt

szybkoilatwo@gmail.com